Cenzura aplikacji mobilnych w Polsce nadchodzi. Pierwszą ofiarą będzie Uber?

Rządowy plan blokowania aplikacji mobilnych w celu powstrzymania Ubera jest ciągle aktualny. Samego Ubera możecie lubić lub nie, ale raz stworzone prawo pozwoli na blokowanie różnych aplikacji do świadczenia usług “pośrednictwa przy przewozie osób”. To może uderzyć nie tylko w Ubera.

Lex Uber czyli co?

Od czerwca słyszymy, że rząd chce blokować aplikacje mobilne. We wrześniu informowaliśmy o rozpoczęciu prac nad tzw. Lex Uber, czyli nad nowelizacją Prawa o transporcie drogowym, która ma uregulować działanie aplikacji oferujących pośrednictwo w zamawianiu usług przewozu osób.

Rząd postanowił generalnie uregulować usługi pośrednictwa przy przewozie osób. Postanowiono, że pośrednicy będą musieli spełnić pewne określone wymagania by dostać licencję i będą musieli zadbać, by usługi przewozu świadczyli posiadacze licencji na zarobkowy przewóz osób.

Nas najbardziej intrygowały przepisy związane z “cenzurowaniem” aplikacji mobilnych. Wtedy we wrześniu planowano, że Inspekcja Transportu Drogowego będzie zgłaszać do UKE nie tylko aplikacje mobilne nielicencjonowanych pośredników w usługach przewozu, ale także numery telefonów, programy komputerowe i wszelkie inne “środki przekazu informacji”. Szczerze powiedziawszy nie do końca doprecyzowano co UKE powinien z tym wszystkim robić. W czasie konsultacji wytknięto ministerstwu, że mechanizm blokowania jest niejasny.

Co nowego w projekcie?

Od września wiele się zmieniło. Projekt został poprawiony, a w rządowym centrum legislacji pojawiła się wersja z datą 6 marca. W tej wersji projektu możemy przeczytać o pomyśle wprowadzenia do ustawy art. 27c, którego pierwszy trzy ustępy będą brzmiały tak.

Art. 27c. 1. Minister właściwy do spraw transportu lub wskazana, w drodze obwieszczenia jednostka prowadzi Rejestr domen, aplikacji mobilnych, programów komputerowych, systemów teleinformatycznych lub innych środków przekazu informacji służących do wykonywania działalności, o której mowa w art. 4 pkt 24 niezgodnie z ustawą, zwany dalej „Rejestrem”.
2. Rejestr jest jawny. Każdy ma prawo dostępu do danych zawartych w Rejestrze.
3. Rejestr jest prowadzony w systemie teleinformatycznym, umożliwiającym automatyczne przekazywanie informacji do systemów teleinformatycznych przedsiębiorców telekomunikacyjnych i dostawców usług płatniczych.

Brzmi znajomo? Oczywiście, że tak. Taki właśnie mechanizm cenzury wypracowano w ustawie hazardowej, a później zaproponowano w projekcie ustawy o nadzorze nad rynkiem finansowym. Robimy rejestr, wpisujemy do niego domeny i każemy operatorom to blokować. Jeszcze przed wdrożeniem ustawy hazardowej wyrażaliśmy obawę, że wprowadzenie tego mechanizmu w jednej ustawie spowoduje wysyp kolejnych rejestrów. I niestety nasze przewidywania się ziściły. Wielu jest chętnych do tego, by decydować co obywatele mogą czytać i widzieć. Teraz na własne oczy widzicie, że scenariusz wielu rejestrów jest realizowany.

Czyli jak to będzie działać?

Wpisowi do rejestru “transportowego” będą podlegały nie tylko domeny, ale też:

  • nazwy aplikacji mobilnych,
  • programów komputerowych,
  • systemów teleinformatycznych lub
  • innych środków przekazu informacji wykorzystywanych do pośrednictwa przy przewozie osób, które mogą być niezgodne z ustawą i są oferowane w języku polskim i do Polaków.

Przedsiębiorcy telekomunikacyjni będą mieli blokować te domeny i aplikacje poprzez…

…poprzez ich usunięcie z systemów teleinformatycznych przedsiębiorców telekomunikacyjnych, służących do zamiany nazw domen internetowych na adresy IP, nie później niż w ciągu 48 godzin od dokonania wpisu do Rejestru;

Operatorzy będą też nieodpłatnie przekierowywać internautów do odpowiednich komunikatów. Czyli wypisz wymaluj jak w ustawie hazardowej! Będzie można się odwołać do decyzji o wpisaniu do rejestru do ministra.

Zbyt szeroka definicja?

Ciekawe były uwagi Ubera dotyczące definiowania usługi pośrednictwa przy przewozie osób. Nawet w najnowszej wersji projektu ta definicja jest… dość luźna. Przytoczmy ją.

pośrednictwo przy przewozie osób – działalność gospodarcza polegająca na:
a) przekazywaniu zleceń przewozu osób samochodem osobowym, pojazdem samochodowym przeznaczonym konstrukcyjnie do przewozu powyżej 7 i nie więcej niż 9 osób łącznie z kierowcą lub taksówką, lub
b) zawieraniu umowy przewozu w imieniu klienta lub podmiotu wykonującego przewóz osób samochodem osobowym, pojazdem samochodowym przeznaczonym konstrukcyjnie do przewozu powyżej 7 i nie więcej niż 9 osób łącznie z kierowcą lub taksówką, lub
c) pobieraniu opłaty za usługę przewozu osób samochodem osobowym, pojazdem samochodowym przeznaczonym konstrukcyjnie do przewozu powyżej 7 i nie więcej niż 9 osób łącznie z kierowcą lub taksówką, lub
d) umożliwieniu zawarcia umowy przewozu i umożliwieniu uregulowania opłat za przewóz osób samochodem osobowym, pojazdem samochodowym przeznaczonym konstrukcyjnie do przewozu powyżej 7 i nie więcej niż 9 osób łącznie z kierowcą lub taksówką – poprzez dostarczanie lub udostępnianie do tych celów programów komputerowych, aplikacji mobilnych, systemów teleinformatycznych albo innych środków przekazu informacji.

Spójrzmy prawdzie w oczy. Ktoś, kto chciał stworzyć Lex Uber nie mógł tak po prostu wpisać do ustawy “blokujmy Ubera”. Stworzono więc karkołomną definicję usługi, która mniej więcej obejmuje Ubera i sharing economy w transporcie i robi… pierwsze dobre wrażenie bo jest odpowiednio zagmatwana. Pytanie tylko, czy ta definicja nie obejmie np. serwisów do planowania podróży? Usług takich jak BlaBlaCar?

Uber uważa, że niemal każda czynność pasażera zmierzająca do zorganizowania sobie transportu będzie podpadać pod tę definicję. Oczywiście Uber się broni, więc przedstawia czarny scenariusz interpretacji tego zapisu. Przyznajemy jednak, że powyższa definicja nie jest jasna i zapewne wynikną z tego problemy. Związek Pracodawców “Transposrt i Logistyka” już je zauważył. W czasie konsultacji związkowcy zwrócili uwagę, że Polska może sobie zablokować drogę do wielu innowacyjnych usług z zakresu transportu, które będą podpadać pod tę definicję w przyszłości. Również Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji obawia się, że projekt może objąć większość podmiotów, które chcą dostarczać jakiekolwiek technologie dla branży transportowej.

Przed tym projektem jeszcze długa droga, ale dalej wygląda ona niepokojąco. Będziemy się przyglądali sprawie, ale pomału powinniście się już oswajać z myślą, że cenzura polskiego internetu będzie narastała.

źródło:  niebezpiecznik.pl

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *