Wiedziałeś że Google Chrome skanuje Ci dysk w poszukiwaniu wirusów?

Jeśli nie, to znaczy że nie czytasz uważnie tego, co czym wprost informuje Google. Od roku. Przeglądarka Chrome dla Windows jest wyposażona w mini-antywirusa, Chrome Cleanup Tool, który raz na tydzień szuka na dysku użytkownika podejrzanych plików i informacje na ich temat wysyła do Google. Wiemy co myślicie. Zły Google, inwigiluje, rozkręcajmy aferę! Ale nie ma w tym wielkiej afery, bo:

  • do Google przesyłane są informacje (metadane) dotyczące podejrzanych plików, a nie same pliki
  • raportowanie do Google można wyłączyć w ustawieniach przeglądarki
  • skanowanie odbywa się na prawach zwykłego użytkownika, a nie administratora, a więc mini-antywirus nie zajrzy w katalogi systemowe
  • proces The Chrome Cleanup Tool jest sandboksowany
  • jakiekolwiek usunięcie pliku zawsze wymaga zgody od użytkownika

Z kronikarskiego obowiązku dodajmy, że larum w sprawie “skanowania przez Google Chrome mojego komputera” podniosła project managerka z jednej z firm z banży bezpieczeństwa, Kelly Shortridge:

I was wondering why my Canarytoken (a file folder) was triggering & discovered the culprit was chrome.exe. Turns out @googlechrome quietly began performing AV scans on Windows devices last fall. Wtf m8? This isn’t a system dir, either, it’s in \Documents\

Wytłumaczyliśmy już, że to wcale nie było “quietly” i że nie ma się czego obawiać. Więc na koniec dodajmy, że Chrome Cleanup Tool bazuje na silniku ESET-a.

Pokolenie omg-moje-dane

Wpis Kelly wywołał oburzenie “społeczności internetowej” i lawinę oszczerstw pod adresem Google. Innymi słowy, trafił na podatny grunt ludzi, których od tygodnia nazywamy w redakcji pokoleniem omg-moje-dane, wybudzonym z wieloletniego prywatnościowego letargu skandalem Facebooka i Cambridge Analytica. Ludzi, którzy dopiero teraz zaczynają zdawać sobie sprawę z tego, jak działają usługi i produkty z których na co dzień korzystają i na co się parę lat temu zgodzili klikając “tak, oświadczam że zapoznałem się z regulaminem i akceptuję jego postanowienia” podczas instalacji.

No dzień dobry omg-moje-dane, trzeba było czytać Niebezpiecznika, w którym od lat uczulamy jaki wpływ na prywatność mają różne usługi i produkty oraz jaka moc drzemie w korelacji danych 😉 Z jednej strony cieszymy się, że świadomość społeczeństwa rośnie, z drugiej strony, płakać nam się chce, jak czytamy o zdziwieniu niektórych dziennikarzy (nawet tych technicznych) którzy “są w szoku”, że Facebook, czy inna aplikacja ma dostęp do ich listy połączeń wychodzących. Ano ma! Jak jej dałeś uprawnienia to ma. Jak jej nie dałeś to nie ma. Trzeba było czytać, na co się zgadzasz.

Afery z antywirusem nie ma, ale…

No dobra, więc afery nie ma, ale czy to nie dziwne, że przeglądarka internetowa ma wbudowanego antywirusa? “Zwłaszcza po tym, jak Tavis Ormandy pastwił się i (słusznie) ośmieszał producentów antywirusów?” — pytają niektórzy? Celne to pytanie, podobnie jak inne zarzuty w tej sprawie. Przytoczmy je:

1) There is no setting to disable it
2) This is after years of AV bash party
3) Just why would they? Its a browser.
4) A browser which has memes about memory usage.
5) Several times 2) and 3)

No cóż, ciężko z tymi argumentami dyskutować. Gość ma rację — przydała by się opcja wyłączenia.

źródło: niebezpiecznik.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *